Legenda o Łysej Górze i Świętym Krzyżu


Dawno, dawno temu, gdy puszcze były gęstsze niż dzisiaj, a w sercach gór spała pradawna magia, wznosiło się surowe wzgórze zwane Łysą Górą. Na jego szczycie nie rosło żadne drzewo, a ludzie wierzyli, że miejsce to przesiąknięte jest mocą tak dawną, że nikt nie pamiętał jej początków.

W odległych wiekach Łysa Góra była królestwem czarownic. Za dnia żyły jak zwykłe kobiety, w chatach na skraju lasów. Nocą jednak, gdy tylko księżyc wychylał się zza horyzontu, chwytały za miotły i szeptały zaklęcia, by wznieść się w powietrze. Lecąc ponad lasami, zmierzały wprost na szczyt góry.

Tam czekał na nie pan mroku – diabeł w postaci czarnego kozła z oczami płonącymi zimnym ogniem. Rozpoczynał się sabat. W kręgach ognia czarownice tańczyły, ich śmiech odbijał się echem od dolin, a w kotłach wrzały magiczne mikstury. Łysa Góra była ich stolicą, ich twierdzą i ich domem.

Ale wieść o mrocznych obrzędach dotarła do księcia. Postanowił położyć kres pogańskim hulankom i oddać górę Bogu. Zebrał mnichów i nakazał im wznieść klasztor. Nie mieli walczyć mieczem, lecz modlitwą. Ich tarczą miała być wiara.

Mnisi wyruszyli na szczyt, a czarownice zasypywały ich urokami. Lecz modlitwa była silniejsza niż czary. Krok po kroku, kamień po kamieniu, wznieśli klasztor z jasnego kamienia. Gdy zawisł nad nim pierwszy dzwon i jego głos poniósł się dolinami, wiedźmy zatkały uszy – dźwięk wypalał ich moc, gasił ogniska i płoszył duchy.

Rozwścieczony bies rozkazał diabłom zniszczyć klasztor. Chwyciły ogromne głazy i z rykiem poniosły je ku górze. Ale wtedy zapiał pierwszy kur, zwiastując świt. Promienie dnia odebrały diabłom siły, a skały runęły na zbocze. Tak powstały słynne gołoborza – kamienne pola, które do dziś można oglądać u stóp Świętego Krzyża.

Od tej chwili Łysa Góra stała się Świętym Krzyżem. Na jej szczycie zamiast czarów i sabatów zagościła modlitwa i spokój. Czarownice odeszły. I nigdy już nie powróciły.





Komentarze

Popularne posty