Polskie legendy: Zatopione miasto na Półwyspie Helskim


Przed wiekami na Półwyspie Helskim istniało piękne miasto. Niestety jego uroda kryła się jedynie w budynkach i ulicach, a nie w samych mieszkańcach. Byli to bowiem ludzie bogaci i zepsuci, którzy nie uznawali żadnych zasad.

Niecnym występkom mieszkańców przyglądał się kapryśny Bałtyk. Morze regularnie nękało miasto sztormami, ale ludzie nie opamiętali się. Wciąż wiedli hulaszcze życie, trwoniąc pieniądze i oddając się grzesznym rozrywkom. Ich okrucieństwo wobec biedniejszych i lekceważenie wszelkich praw tylko rosło. Aż w pewne Zielone Świątki rozpętał się potężny sztorm. Tym razem miasto nie oparło się potędze morza i pogrążyło się w wodnych odmętach. Na zawsze.

Do dziś, w każdą rocznicę tej katastrofy, pływając po wodach Bałtyku można dostrzec zarysy budynków, a także przechadzających się mieszkańców. Okuci w czarne szaty i złote łańcuchy suną po morskim dnie. Czasami spoglądają na powierzchnię, ale biada śmiałkowi, który odważyłby się zanurkować do przeklętego miasta. Nikt nigdy bowiem stamtąd nie wrócił.

Komentarze