czwartek, 29 stycznia 2015

Polskie legendy: Zegar w w Bazylice Mariackiej w Gdańsku

Czas. Płynie wciąż do przodu, nieubłaganie, nieodwracalnie. Nie da się go zatrzymać. Ale w Gdańsku jest taki zegar, który zatrzymał się na długie lata. I milcząc, opowiadał smutną historię o wielkiej miłości...

Przed wielu, wielu laty ówczesny burmistrz Gdańska miał piękną córkę. Kochało się w niej wielu młodych szlachciców i mieszczan. Jednak dziewczyna nie była zainteresowana żadnym z nich. Na długie godziny znikała z domu, aż w końcu zaczęło to budzić podejrzenia ojca. Na jego wyrzuty, córka niezmiennie odpowiadała:
- Chodzę do kościoła, ojcze. Czy uważasz, że to coś złego?

Burmistrz nieco się uspokoił na myśl, że córka oddaje się modlitwie, a nie rozgląda się za jakimś młodzieńcem. Lecz wkrótce, spacerując po mieście, usłyszał plotki. Grupka kobiet żywo rozprawiała o przystojnym i niezwykle utalentowanym zegarmistrzu, który w Bazylice Mariackiej tworzył ogromny zegar. Gdzieś między słowami przemknęło imię córki burmistrza. Zaniepokojony mężczyzna wrócił do domu i zaczął rozmyślać. Jeśli jego córka spędzała dni w kościele, mogło być coś na rzeczy. W końcu całe miasto o tym szeptało. Młody Hans, bo tak miał na imię zegarmistrz, rzeczywiście był zdolny i pracowity. Ale pochodził z rodziny rzemieślników, a burmistrz nie mógł pozwolić, by jego córka popełniła mezalians.

Kilka dni później burmistrz postanowił rozmówić się z Hansem. Udał się do kościoła i znalazł młodzieńca na drabinie. Podszedł do niego i próbował porozmawiać, ale Hans, zajęty mocowaniem drobnej części do tarczy, tylko coś odburknął. Wściekły burmistrz wyciągnął nóż i jednym ciosem wbił go w plecy zegarmistrza. Hans, spadając z drabiny, rozpaczliwie łapał za części zegara, psując cały mechanizm. Skonał u stóp swego wielkiego, niedokończonego dzieła.

Zrozpaczona córka burmistrza nie chciała znać ojca, a jego samego wkrótce zagryzło sumienie. Zaś ogromny zegar przez wiele lat pozostawał nienaprawiony, przypominając o miłości, którą społeczne podziały doprowadziły do tragicznego końca.

1 komentarz: