niedziela, 3 marca 2013

Polskie legendy: O góralu, Królu Węży i wężowej wdzięczności


Mieszkańcy Podhala od zawsze kochali muzykę. Tak też było z Jankiem, pastuszkiem, który uwielbiał grać na skrzypcach. Od najmłodszych lat chłopiec nie rozstawał się ze swoim instrumentem. Najpierw grał dla sąsiadów, później zaczął zabierać skrzypce na hale i grał, pasąc owce. A gdy nadchodziła zima, grał w karczmach, aż w końcu zaczęto zapraszać do na wesela. Nikt inny nie potrafił tak skocznie grać i gospodarze hojnie wynagradzali Janka nie tylko jadłem, ale i groszem.

Pewnego letniego poranka młodzieniec wracał z wesela, na którym grał całą noc. Zmęczony przysiadł pod jednym z drzew i rozejrzał się dookoła. Wokół roztaczały się majestatyczne Tatry, oświetlone promieniami słońca. Zachwycony Janek wziął do rąk swoje skrzypce i zaczął grać. Rześki wietrzyk delikatnie owiewał mu twarz, a muzyka płynęła wprost z serca chłopca. Była w niej wielka miłość do gór, cichutkie pobrzękiwanie dzwoneczków owiec i spokojny szum wiatru w koronach drzew. Janek spoglądał na górskie szczyty i cały czas grał. 


Nagle dostrzegł jakiś nieznaczny ruch i tuż przed sobą dojrzał niezwykłą postać. Był to wielki wąż, zwinięty w kłębek tuż przy drzewie i długą szyją wyciągniętą na wysokość twarzy Janka. Na głowie węża lśniła złota korona, a przenikliwe oczy wpatrywały się w chłopca.
- Kim jesteś? - wykrzyknął przerażony skrzypek.
- Jestem Królem Węży - powiedział wąż. - Graj dalej, chłopcze. Już wiem, dlaczego wszyscy tak kochają twoją muzykę. 
Janek patrzył w złociste, gadzie oczy i znów uniósł skrzypce. Ze strun popłynęły najczystsze dźwięki i po chwili po całych górach znów niosła się muzyka. Młodzieniec wrócił do domu dopiero pod wieczór, zachwycony nową znajomością. Od tamtej pory często wymykał się w góry i przy wielkim drzewie grał dla Króla Węży. Muzykę słychać było we wszystkich okolicznych wioskach, ale nikt nie wiedział, skąd ona dobiega. 

Z biegiem lat Janek stał się słynnym skrzypkiem i grał już nie tylko na góralskich weselach, ale także na dworach i w pałacach. Jednak gdy tylko mógł, szedł w góry, by grać dla swojego wężowego przyjaciela. Sława skrzypka dotarła aż na dwór cesarski do Wiednia. Gdy cesarz dowiedział się o góralu, który swoimi umiejętnościami przewyższał nadwornych muzyków, koniecznie chciał do posłuchać. Wysłał delegację wraz z oddziałem wojska, aby sprowadzili Janka na wiedeński dwór. 

Kiedy we wsi pojawili się żołnierze, mieszkańcy nie chcieli ich dopuścić do Janka. To dało skrzypkowi czas, by wymknąć się pod wężowe drzewo. Tym razem muzyka, która popłynęła ze skrzypiec, była przepełniona smutkiem. Król Węży od razu wiedział, że stało się coś niedobrego.
- Co cię trapi, Janku? - zapytał wypełzając ze swej kryjówki.
- Cesarz przysłał po mnie swoich ludzi. To wielki zaszczyt, ale nie chcę wyjeżdżać. Ogromne miasto, pałac, ten cały przepych, to nie dla mnie. Ja kocham wolność, jaką dają mi góry - odparł smutno Janek.
- Nie martw się, przyjacielu - powiedział wąż. - Oderwij jeden ze złotych listków na mojej koronie. Jeśli będziesz miał go przy sobie, nikt nie będzie cię widział.

Janek odłamał listek i schował go do kieszonki koszuli. Podziękował Królowi Węży i ruszył do wioski. Usiadł przed domem i zaczął grać. Wszyscy słyszeli cudowną muzykę, ale nikt nie wiedział, skąd płynie. Cesarscy żołnierze odeszli, ale Janek już nigdy nikomu się nie pokazał.

W Tatrach do dziś można usłyszeć przepiękne dźwięki skrzypiec, niosące się po halach i wśród górskich szczytów. Nikt nigdy nie zobaczył niezwykłego muzykanta, ale jego muzykę kochają wszyscy, którzy choć raz ją usłyszeli.


2 komentarze: