czwartek, 1 marca 2012

Polskie legendy: Czartowe pole

W głębokich ostępach roztoczańskich lasów płynie rzeka Sopot. Niegdyś na polanie przy brodzie na Sopocie  stała karczma prowadzona przez obrotnego Żyda. Przez bród prowadził trakt z Zamchu do miasta Józefowa, stąd Żyd nie narzekał na brak klientów.

Szczególnie duży zarobek miał przed dniem targowym w Józefowie, kiedy kupcy zatrzymywali się u niego z tobołkami wypełnionymi towarem. Często wtedy też jedli i pili obiecując zapłatę w drodze powrotnej z targu. Karczmarz był ufnym człowiekiem, a jednocześnie bardzo chciwym i chętnie przystawał na takie umowy.

Atmosfera w karczmie zawsze była niezwykła, kupcy często zapominali się i pili do upadłego, a później kiedy musieli w drodze powrotnej uregulować rachunki okazywało się, że wracają do domu z pustymi rękami.

Ich żony słysząc tłumaczenia o tym, gdzie podziały się pieniądze zarobione przez mężów mówiły: "To jakaś diabelska robota. Diabelskie czary ogłupiają naszych mężów w tej karczmie. Niech tą karczmę diabli wezmą!"

I pewnego razu ich prośby zostały wysłuchane. W gospodzie trwała huczna zabawa, kiedy nagle rozległ się ogromy huk. To piorun uderzył w budynek. Karczma momentalnie stanęła w ogniu, tak samo jak ludzie zgromadzeni w środku. Na koniec ziemia pod budynkiem rozstąpiła się i pochłonęła gospodę z całym towarzystwem. Nad rzeką została tylko pusta polana.

Okoliczni mieszkańcy dobrze wiedzieli, że była to diabelska robota, że czarty porwały dla siebie doborową kompanię biesiadników. Zaczęto unikać tego miejsca w obawie przed jakimś nieszczęściem.

Później okolicę, w której znajdowała się wspomniana karczma zaczęto nazywać Czartowym Polem. Widywano tam jeszcze hulające diabły, ale to już inna historia.


Zobacz też:
Skrzypek na Czartowym Polu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz