piątek, 10 grudnia 2010

Polskie legendy: O Halinie Krępiance

W dawnych czasach Tatarzy często najeżdżali polskie ziemie, siejąc postrach i zniszczenie. Również Sandomierz borykał się z tym problemem - miasto już dwukrotnie było spustoszone przez najeźdźców.
Gdy nadeszły wieści o planowanym kolejnym ataku, wójt Piotr Krępa zmartwił się. Gród był dużo lepiej przygotowany do obrony niż poprzednio, jednak mieszkańcy i tak martwili się o swój dobytek.
- Co mamy robić? - pytali wójta.
- Musimy zaskoczyć wroga - odparł. - Zaatakujemy ich w nocy, gdy będą spali.

Kiedy zapadł zmrok, sandomierzanie pod wodzą Piotra Krępy napadli na tatarski obóz. Rozgorzała walka i mimo, że mieszczanie dzielnie walczyli, ulegli przeważającym siłom wroga. Zginęło wielu mieszkańców Sandomierza, a wśród nich wójt.

Porażka załamała pozostałych mieszczan. Stracili nadzieję i wspólnie postanowili poddać miasto Tatarom, na korzystnych warunkach. Jednak ta decyzja spotkała się z ostrym sprzeciwem córki wójta, Haliny.
- Jak możecie wierzyć, że Tatarzy dotrzymają jakichkolwiek warunków?! - krzyknęła. - To zdradziecki naród, nie można im ufać! Trzeba ich pokonać ich pokonać ich własną bronią - podstępem!
- Jesteśmy honorowymi ludźmi, brzydzimy się podstępem - odparli miejscy rajcy.
Ale Halina od śmierci ojca myślała tylko o zemście. Tak długo nalegała, aby pozwolili jej działać, aż wreszcie ulegli.
- Co zamierzasz? - pytali.
- Wkrótce się dowiecie - powiedziała, po czym poszła do nowego dowódcy obrony miasta.

Po zmroku Halina wymknęła się z miasta i ruszyła wprost do tatarskiego obozu. Natychmiast pochwycili ją strażnicy i zaprowadzili do swojego wodza.
- Szalona dziewczyno! Co za zuchwałość sprowadza cię do Tatarów?! - wykrzyknął wódz na jej widok.
- Przybywam w ważnej sprawie. Pomogę wam zdobyć miasto.
- Z jakiego powodu miałbym ci wierzyć? Jesteś jedną z nich.
- Chcę się zemścić. Mam stare porachunki z mieszkańcami Sandomierza - powiedziała zawzięcie.
- Mów dalej - zachęcił ją Tatar.
- Nieopodal jest podziemne przejście, prowadzące na sam rynek. Pomogę wam je odnaleźć i poprowadzę aż do samego miasta. 
Wódz słuchał z uwagą. Kryjące się za murami bogactwa sprawiły, że porzucił swoją ostrożność i przystał na propozycję dziewczyny. Natychmiast rozkazał wojownikom szykować się do wyprawy. Tatarzy dosiedli koni i ruszyli za Haliną. Szybko dotarli do ukrytego w krzakach wejścia. Halina ukradkiem spojrzała na pogrążony we śnie Sandomierz i ocierając łzę, weszła do tunelu. Za nią ruszyli wojownicy.

Gdy byli w połowie drogi, ukryci blisko wejścia mieszkańcy, zawalili je przygotowanymi wcześniej włazami i odcięli drogę powrotną. Nieświadomi niczego Tatarzy dalej posuwali się do przodu, aż dotarli do ślepego zaułka. Kiedy zorientowali się, że są w pułapce, rzucili się w stronę dziewczyny.
- Zdradziłaś nas! - wykrzykiwali, zbliżając się do niej z szablami.
- Tak, zginiecie tutaj, bo wejście jest zablokowane. Ja zaś umrę spokojnie, bo pomściłam śmierć ojca i udało mi się ocalić miasto.

Halina zginęła od ciosów tatarskich szabli, ale i jej oprawcy znaleźli haniebną śmierć w podziemnym korytarzu, do której zwabiła ich, ratując ukochany Sandomierz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz