piątek, 14 lutego 2014

Polskie legendy: Wielki Rak z Morynia

Wiele lat temu w grodzie zwanym Moryń, mieszkał młodzieniec, którego wszyscy zwali Rak. Lubiono go i podziwiano, gdyż był silny, odważny i świetnie władał bronią. Przy tym często się śmiał i chętnie śpiewał. Rak kochał swoje miasto, marzyła mu się jednak rycerska sława. Jak się okazało, nie musiał długo czekać. Polskie ziemie zostały najechane z Zachodu i wrogie, brandenburskie wojska wkrótce stanęły pod murami Morynia.

Ale mieszkańcy nie zamierzali się poddać. Zawzięcie odpierali wszelkie ataki, walcząc do utraty tchu. Wróg, nie spodziewając się takiej walki, cofnął się i rozpoczął oblężenie. Na morynian padł blady strach. Nie mieli zbyt wielu zapasów, głód był tylko kwestią dni. Zaczęto szeptać, by oddać się w ręce Brandenburczyków. Wtedy jednak odezwał się Rak. 
- Pójdę po ratunek, ale musicie obiecać, że wytrzymacie jeszcze trzy dni.
Wszyscy z ochotą przyklasnęli na tę propozycję i o zmierzchu młodzieniec przekradł się przez wrogie oddziały i ukrył się wśród lśniących wód pobliskiego jeziora. Wciąż się ukrywając, przeprawił się przez jezioro i dotarł do puszczy. Pod koniec drugiego dnia znalazł na polanie stacjonujące, polskie oddziały.

Gdy tylko opowiedział o oblężeniu Morynia, dowódca od razu wydał rozkazy i wsparcie ruszyło galopem do grodu. Rak bał się jednak, że nie dotrą na czas, musieli bowiem jechać okrężną drogą. Postanowił więc wrócić w ten sam sposób, w jaki przekradł się wcześniej - przez jezioro. Był tuż przy murach, już miał się wspiąć i przekazać dobre wieści, gdy dostrzegło go kilku wrogich wojaków. Rzucili się na niego, próbując przebić go włócznią. Rak bez namysłu krzyknął na całe gardło:
- Tu Rak! Pomoc idzie! Wytrzymajcie!
Chwilę później, po krótkiej walce, padł w wody jeziora z rozłupaną głową. 

Obrońcy Morynia jednak go usłyszeli i dzielnie wytrwali aż do przybycia pomocy. Odparto wroga, a opowieść o bohaterskim Raku przekazywano sobie z ust do ust jeszcze przez wiele lat.

Niedługo po tych wydarzeniach, w letnie, pogodne noce, z jeziora zaczął wychodzić na brzeg wielki rak. Podobno pojawia się tam do dziś. Okrąża miasto, po czym spokojnie wraca do wody. Morynianie mówią, że to zaklęta w ciele wielkiego raka dusza dawnego obrońcy, Raka, który do dziś pilnuje swego grodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz