wtorek, 3 grudnia 2013

Polskie legendy: Strzyga z rudzkiego kościoła

Gdy zapada zmrok, w mrocznych, zatęchłych podziemiach kościoła słychać zgrzyt kamiennych płyt. Chwilę później rozlega się dzikie wycie, od którego włosy stają dęba. Długie pazury drapią o kamienną podłogę, a kto żyw, powinien rzucać się do ucieczki. Bo oto strzyga wyrusza na łowy.

W Rudzie Śląskiej, w starym kościele, na jednej z ławek, spał młody chłopak. Wstąpił do świętego przybytku, aby pomodlić się do świętego Walentego i poprosić o odwzajemnienie swej miłości. Niestety, był tak zmęczony, że zasnął, zapominając o czającym się w podziemiach niebezpieczeństwie.

Mury kościoła rozbrzmiały nagle potępieńczym wyciem, a chłopiec zerwał się na równe nogi. Nie zastanawiając się ani chwili, rzucił się do ucieczki. Słyszał za sobą nieludzkie sapanie, ale wciąż biegł, gnany strachem. Nagle potknął się i wpadł wprost do kamiennego grobowca. Ostatkiem sił nasunął odchyloną, górną płytę, zostawiając minimalną szparkę na powietrze. W tej samej chwili dotarło do niego, że znalazł się w trumnie strzygi. Długo dochodziły do niego przytłumione odgłosy szalejącego demona, próbującego dostać się do swojego legowiska, aż o świcie wszystko ucichło. 

Młodzieniec powoli odsunął płytę i zobaczył leżącą nieopodal, piękną dziewczynę. Nieznajoma przebudziła się i podniosła na niego wzrok. Jej oczy były przepełnione wdzięcznością.
- Dziękuję - wyszeptała, po czym jej sylwetka obróciła się w proch i zniknęła.

Tak oto młody chłopiec uwolnił od klątwy córkę miejscowego magnata. Dziewczyna wiele lat wcześniej nieszczęśliwie ulokowała swe uczucia, a gdy obiekt jej westchnień pozostał niewzruszony na jej zaloty, sięgnęła po czarną magię. Została za to potępiona i przeklęta, a uratować mógł ją tylko ten, kto spędzi noc w jej trumnie. I tak też się stało. Urok został odczyniony, a nieszczęsna panna zaznała wreszcie spokoju.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz