poniedziałek, 7 stycznia 2013

Polskie legendy: Diabeł Boruta i Czarna Przemsza

Diabeł Boruta, przebywający najczęściej na zamku w Łęczycy, postanowił zawrzeć piekielną umowę, dzięki której przez sześć miesięcy mógł wędrować po kraju. Czart hulał, balował, ale nigdzie na dłużej nie zagrzał miejsca. Aż pewnej nocy dotarł pod zamek w Będzinie i zachwycił się jego pięknem. Wspaniale oświetlona twierdza aż zachęcała, aby zajrzeć do środka.

Boruta oznajmił strażnikom, że jest węgierskim szlachcicem. A ponieważ był elegancko ubrany, bez problemu uznano go za jednego z gości właściciela zamku i wpuszczono za mury.  Akurat zbliżał się bal noworoczny i władający zamkiem starosta zaprosił diabła na huczną zabawę i przedstawił go żonie i córce, Halszce. A Boruta natychmiast zakochał się w pięknej dziewczynie.

Przez cały bal diabeł wodził wzrokiem za tańczącą Halszką, nie mogąc zbliżyć się nawet na krok. Na szyi dziewczyny połyskiwał bowiem malutki, złoty krzyżyk. Postanowił jednak dłużej zabawić w Będzinie. Niebawem właściciele zamku zauważyli, że ich córka podkochuje się w Borucie i ochoczo zgodzili się na jego towarzystwo. Wkrótce po Będzinie rozeszły się wieści, że węgierski szlachcic i Halszka szykują się do ślubu.


Oczywiście do żadnego ślubu dojść nie mogło, a dodatkowo nieubłaganie zbliżał się termin powrotu Boruty do Łęczycy. Gdy pojawił się u niego piekielny wysłannik, diabeł wyjechał z zamku. Przejeżdżając obok rzeki, z irytacji oderwał od płaszcza czarny guzik i cisnął w odmęty mówiąc, aby zawsze toczyła czarne wody.

Boruta na długo zaszył się w łęczyńskich lochach, a zrozpaczona Halszka wstąpiła do zakonu. Zaś wody rzeki, do której wpadł diabelski guzik, do dziś są ciemne i z tego powodu rzeka nazywana jest Czarną Przemszą. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz