środa, 11 kwietnia 2012

Legendy świata: Ameryka Północna - Pierzasty Wąż

Dawno temu żyła sobie bogini Coatlicue, która nosiła spódnicę z żywych węży. Zajmowała się niebiańską świątynią i pewnego dnia, gdy zamiatała podłogę, spadł na nią pęk piór. W tym samym momencie bogini zaszła w ciążę, a niedługo potem urodziła dwóch pięknych synów. Jeden z nich był bogiem wojny i słońca w zenicie i nazywał się Huitzilopochtli. Natomiast drugi otrzymał imię Quetzalcoatl, co oznacza Pierzastego Węża, i to właśnie on stworzył ludzi i został ich opiekunem. Miał jasną skórę, włosy i oczy, nosił brodę i okrywał się peleryną ze świetlistych piór. 

Po stworzeniu ludzi, nauczeniu ich kalendarza, sadzenia kukurydzy i wielu innych umiejętności, Quetzalcoatl spędzał czas na graniu w piłkę. Aztekowie nazwali tę grę tlachtli. Piłka była zrobiona z kauczuku, a bramka miała kształt kamiennego pierścienia i była zawieszona kilka metrów nad ziemią. Bogowie, tak jak ludzie, urządzali własne mecze. Podczas jednego z nich Pierzasty Wąż spotkał się na boisku z Tezcatlipocą, bogiem nocy. Ponieważ już wcześniej dwaj bogowie ze sobą rywalizowali, gra w tlatchli była zacięta i trwała bardzo długo. Ostatecznie zwycięzcą został Tezcatlipoca. 
- Przegrałeś! - krzyknął w stronę Pierzastego Węża.
- Owszem, i co z tego? Przecież to tylko gra.
- Jestem zwycięzcą, więc mam prawo zadecydować o twoim losie - powiedział bóg nocy. - Rozkazuję ci, być udał się do krainy wschodzącego słońca.
Quetzalcoatl rozejrzał się i westchnął, gdyż ciężko mu było opuścić swój dom i ludzi, których stworzył i tak wiele nauczył. Nie miał jednak wyjścia, gdyż prawem zwycięzcy było decydowanie o losie przegranego. Spojrzał wprost w oczy Tezcatlipoca i powiedział:
- Jeszcze tu wrócę.
A potem wsiadł na tratwę zbudowaną z węży i odpłynął na wschód.

Aztekowie wierzyli, że ich ukochany bóg pewnego dnia powróci ze swej podróży. I rzeczywiście po wielu latach u wybrzeży Meksyku pojawił się statek. Na ląd zszedł z niego mężczyzna o jasnej skórze, włosach i oczach, noszący brodę. Wyglądał, jakby właśnie zakończył bardzo długą podróż. Aztekowie byli przekonani, że oto wypełniła się przepowiednia i powrócił do nich  Quetzalcoatl. Wkrótce okazało się, że ów człowiek nigdy nie słyszał o Pierzastym Wężu. Przypłynął wprawdzie ze wschodu, ale nazywał się Hernán Cortés i na azteckiej ziemi szukał złota.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz