poniedziałek, 6 lutego 2012

Legendy świata: Ameryka Północna - Złodziej ognia

Członkowie plemienia Nez Perce często wspominają czasy, gdy sosny jako jedyne znały sekret ognia. Niestety nie chciały nikomu zdradzić, w jaki sposób powstają czerwone płomienie, dlatego każdej zimy zwierzęta marzły i złościły się na samolubne sosny. Wiele razy proszono je o zdradzenie tajemnicy, jednak drzewa były nieugięte.

Aż pewnej bardzo mroźnej zimy, zwierzęta po cichu zorganizowały spotkanie, na którym chciały ustalić w jaki sposób wykraść sosnom ich sekret. Bóbr postanowił zakraść się na spotkanie drzew, wiedział bowiem, że zawsze wtedy rozpalają wielkie ognisko.
- Może uda mi się zabrać choć kawałek węgla - powiedział do zgromadzonych zwierząt i po raz pierwszy od dawna we wszystkich wstąpiła nadzieja.

Bóbr bardzo ostrożnie zakradł się na spotkanie rady sosen. Zobaczył, jak drzewa kąpały się w lodowatej wodzie z pobliskiej rzeki, a potem wychodziły i ogrzewały się przy największym ognisku, jakie bóbr widział w całym swoim życiu.Ale sosny nie były głupie i rozstawiły wokół siebie wielu strażników.W pewnej chwili bóbr zauważył, że z ogniska wyskoczyło kilka rozżarzonych węgielków, które potoczyły się nad brzeg rzeki. To była szansa, na którą czekał. Powoli podczołgał się w ich kierunku, a potem szybko je schwycił i rzucił się do ucieczki. Niestety strażnicy usłyszeli szelest liści i dostrzegli uciekającego bobra.

Zwierzę gnało co sił, lecz wkrótce strażnicy zaczęli się do niego zbliżać. Wtedy bóbr skręcił nad rzekę, widząc tam jedyną drogę ucieczki. W zimie woda wdzierała się w ląd, tworząc rozległe rozlewiska. Wkrótce strażnicy zmęczyli się i poupadali na brzegu, gdzie leżą do dziś. Gdy bóbr zwolnił, sądząc, że jest bezpieczny, zobaczył przed sobą kolejną grupę, ruszył więc z powrotem, ale i z tej strony zbliżali się do niego strażnicy. Nie widząc innego wyjścia, postanowił wskoczyć do wody i przepłynąć na drugi brzeg. Trzymał torbę z węgielkami wysoko w pyszczku, aby tylko ich nie ugasić, bo wtedy jego wysiłek poszedłby na marne. Już był prawie na brzegu, gdy kolejna grupa strażników wyszła spomiędzy drzew. 

Wtedy bóbr dał się ponieść wraz z nurtem rzeki. Płynąc, rzucał węgielkami w rosnące przy rzece brzozy i cedry, dzięki czemu i one poznały tajemnice ognia. Nie były jednak tak chciwe i samolubne jak sosny i podzieliły się sekretem ze wszystkimi.

Dzięki temu do dziś można szybko i łatwo rozpalić ogień, pocierając o siebie dwa kawałki drewna brzozy lub cedru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz