sobota, 22 października 2011

Baśnie naszego dzieciństwa: Latający statek

Na skraju ogromnej puszczy, w ubogiej chacie mieszkała para staruszków. Mieli oni trzech synów. Dwóch starszych było przez nich bardzo kochanych, bo byli rośli, silni i mądrzy. Najmłodszy z braci był zaś drobny,  szczupły i chodził w łachmanach. Wszyscy pomiatali nim, wykorzystywali do najgorszych prac  i śmiali się z niego. Pogardliwie wołano za nim: głuptak.

Pewnego dnia do wioski przybył poseł i ogłosił, że władca krainy wydaje swoją córkę za mąż i zaprasza całe królestwo na obiad. Rękę księżniczki dostanie zaś ten kto zbuduje latający statek i przybędzie nim na ucztę.

Starsi bracia przejęci możliwością zdobycia tytułów natychmiast postanowili udać się do puszczy, by zdobyć drewno i za jego pomocą zbudować latający statek. Młodzieńcy spakowali niezbędny sprzęt i prowiant, dostali błogosławieństwo od rodziców i ruszyli, by zdobyć swoje szczęście.

Po całodziennej podróży przez las rozbili nocleg na niewielkiej polanie. Gdy rozpalili ognisko do ich obozu zbliżył się wychudły starzec w obdartym ubraniu. Starzec cichym głosem rzekł do braci:
- Użyczcie mi synkowie ognia, fajkę chcę zapalić.
Bracia na tą prośbę odgonili nędzarza od obozu mówiąc:
- Nie mamy czasu na głupoty staruszku. Nie zawracaj nam głowy, musimy uradzić jak statek latający zbudować.
Staruszek popatrzył na nich, pokiwał głową i odrzekł:
- Koryto dla świń zbudujecie, a nie statek
Po tych słowach rozpłynął się w powietrzu.

Następnego ranka bracia zabrali się do pracy. Trudzili się niezmiernie, ale nijak statku nie mogli zbudować, nie mówiąc już o latającym statku. Naradzili się i postanowili, że skoro zaszczytów nie mogą zdobyć to pojadą przynajmniej do miasta, by poucztować do woli przy stołach monarchy. Wrócili do chaty rodziców, przygotowali dodatkowe zapasy na podróż i ruszyli w drogę.

Głuptak patrzył na odchodzących braci i zaczął prosić rodziców, by puścili go wraz z nimi. Rodzice popatrzyli na chłopca i mówią mu, że wilki rozszarpią taką słabiznę w lesie. Ten jednak upiera się przy swoim. Staruszkowie widząc, że nie przekonają głuptaka przygotowali mu czerstwego chleba, butelkę wody i wyprowadzili na gościniec na skraju lasu.

Idzie chłopak ścieżką i widzi starca, z długa siwą brodą i obdartym ubraniu. Z radością przywitał myśl, że będzie mógł z kimś porozmawiać po długiej samotnej wędrówce przez puszczę.
- Bądź zdrów starcze. Dokąd wędrujesz? - rzekł z serdecznym uśmiechem.
- A witaj chłopcze. Tułam się po świecie pomagam ludziom, a ludzie czasem pomagają mi. Ale usiądźmy może na chwilkę, pokrzepimy się może, odpoczniemy.Pokaż co tam dobrego masz w torbie.
- Niestety mam tylko kawałek czerstwego chleba i trochę wody - odpowiedział ze smutkiem młodzieniec.
- Nie szkodzi, daj co masz. Gdy człowiek głodny to i czerstwy chleb może zjeść.
Chłopak sięgnął do torby i nie wierzy własnym oczom. Zamiast ciemnego, twardego i czerstwego chleba wyciągnął duży, jasny, świeży i pachnący bochen chleba. Staruszek uśmiechnął się tylko pod nosem i zabrali się za jedzenie, rozmawiając o celach swojej podróży.

Pojedli, popili, odpoczęli. Staruszek podziękował za poczęstunek i mile spędzony odpoczynek i na pożegnanie tak rzecze do głuptaka:
- Mam dla Ciebie radę. Idź do lasu, znajdź największy dąb ze wszystkich, na którym gałęzie rosną krzyżując się ze sobą i uderz trzy razy w jego pień toporem. Sam zaś padnij na ziemie, zakryj oczy i czekaj, aż ktoś Cię zawoła.Jak wstaniesz latający statek będzie na ciebie czekał. Weź go i leć dokąd tylko zapragniesz. Pamiętaj jednak, że musisz ze sobą zabrać każdego, kogo spotkasz na swej drodze.

Chłopak posłuchał staruszka i wyruszył w gąszcze puszczy. Znalazł dąb o którym mówił mężczyzna uderzył trzy razy toporem, padł na ziemię i po krótkim czasie usnął. Po jakimś czasie słyszy szept:
- Wstawaj chłopcze. Szczęście ci dopisało!
Otworzył oczy, skoczył na równe nogi, patrzy, a tam statek lśniący złotem, z wysokim masztem i żaglami napiętymi przez wiatr. Wskoczył do statku i woła:
- Naprzód do zamku!
Statek poderwał się z ziemi i leci wśród chmur.

Leci młodzieniec w przestworzach, aż tu nagle widzi człowieka przykładającego ucho do ziemi i nasłuchującego czegoś. Przypomniał sobie słowa starca, ląduje w pobliżu napotkanego człowieka i pyta:
- Czego tak nasłuchujesz dobry człowieku?
- A słucham czy już goście u władcy się zebrali na ucztę weselną - odpowiedział nieznajomy.
- Czyżbyś wybierał się tam w gościnę? - pyta chłopak.
- Oczywiście!
- To siadaj ze mną na statek. Podwiozę Cię!

Lecą dalej i widzą człowieka skaczącego na jednej nodze. Lądują obok i mówią:
- Witaj dobry człowieku. Dlaczego tak skaczesz na jednej nodze?
- Gdybym użył drugiej nogi to świat bym obskoczył w mgnieniu oka, a na ucztę do władcy jeszcze trochę za wcześnie - odpowiedział nieznajomy.
- Siadaj z nami, bo i my tam lecimy.
Wsiadł na pokład i wznieśli się w niebo.

Lecą dalej i widzą starca mierzącego łukiem w niebo. Lądują obok i mówią:
- Witaj starcze. Do czego mierzysz skoro, żadnej zwierzyny dokoła nie ma?
- Jak to nie ma? Tam w oddali, 100 mil stąd w lesie siedzi orzeł na czubku drzewa.
Załoga statku popatrzyła po sobie zdziwiona i zaproponowali zabranie strzelca na ucztę do zamku. Chwilę później lecieli statkiem z nowym towarzyszem.

Lecą dalej i widzą smutnego starca dźwigającego na plecach wielki, pękaty worek pełen chleba. Lądują obok i mówią:
- Witaj dobry człowieku. Dokąd zmierzasz i co cię tak smuci?
- A chleba szukam bo głodnym, a podobno władca wielką ucztę wyprawia - odpowiada mężczyzna.
- Cały worek chleba dźwigasz i na głód narzekasz?
- Chłopcze to co niosę na jeden kęs nawet nie wystarczy - rzecze starzec.
- To siadaj do nas bo i my na tą ucztę lecimy.
I ruszyli w dalszą drogę.


Lecą dalej i widzą starca smutno spoglądającego w stronę jeziora. Lądują obok i mówią:
- Witaj dobry człowieku. Dokąd zmierzasz i skąd ta smętna mina?
- A wody szukam, bo spragniony jestem. Myślę coby na ucztę do władcy się udać, a tam trunków pewnie mi nie zabraknie - odpowiada mężczyzna.
- Jak możesz być spragniony skoro nad jeziorem stoisz? - pyta młodzieniec.
- Chłopcze to jeziorko na jeden łyk nawet nie wystarczy - rzecze starzec.
- To siadaj do nas, bo i my ucztę do władcy lecimy.
Starzec wdrapał się na statek i ruszyli dalej.

Lecą dalej i widzą jak idzie starzec i dźwiga worek ze słomą na plecach. Lądują obok i mówią:
- Witaj dziadku. Czyżby słomy we wsi zabrakło?
- Gdzieżby, ale to niezwyczajna słoma - odpowiada starzec.
- A co w niej takiego niezwykłego?
- A to, że jak rozrzucić ją na ziemi to nawet w największe upały mróz siarczysty nadchodzi.
Załoga statku zamruczała z podziwu, a głuptak pyta:
- A nie masz ochoty dziadku z nami na ucztę do zamku się wybrać?
- Chętnie skorzystam z zaproszenia, jeżeli mnie zabierzecie - odpowiedział starzec.
I ruszyli w dalszą drogę.

Na ucztę do zamku dotarli w samą porę. Gości wszędzie było pełno, a na stołach bogactwo ogromne. Były pieczone mięsa, kiełbasy, mnóstwo chleba, a do tego nieprzebrane ilości beczek z piwem i winem. Uradowała się załoga latającego statku widząc to wszystko. Wylądowali okrętem pod samymi oknami zamku, wysiedli i podeszli do stołów.

Wszystko to obserwował władca. Przyjrzał się chłopcu i myśli:
- Jak mam swą córkę za takiego prostaka wydać?!
Usiadł na swym tronie, czeka aż głuptak przyjdzie o rękę księżniczki prosić i myśli jak tu się pozbyć niepożądanego gościa. W końcu wezwał sługę i posłał go do młodzieńca z wiadomością:
- Idź powiedz temu prostakowi jak już zasiądzie do jedzenia, że nie dostanie księżniczki, jeżeli wody żywej nie przyniesie dopóki goście od obiadu wstaną. Jeżeli mu się nie uda, zapłaci za to głową.
Gdy władca wypowiadał te słowa chłopak już o wszystkim wiedział, bo jego towarzysz, ten o doskonałym słuchu już mu rozkaz króla przekazał.

Siedzi ten i rozpacza, bo jak tu zdążyć? Nawet statkiem latającym nie zdąży tak szybko wody żywej zdobyć. Z pomocą przyszedł mu jednak starzec skaczący na jednej nodze. Postawił drugą stopę na ziemi i w jednej chwili był przy źródle żywej wody. Nabrał jej do bukłaku i już miał wracać, gdy poczuł wielkie zmęczenie i położył się na chwilę, by odpocząć.

Głuptak czeka na przyjaciela, który miał mu przynieść, żywą wodę i coraz bardziej się denerwuje, bo już drugie danie przynoszą. Prosi, by towarzysz o doskonałym słuchu sprawdził co się dzieje. A ten odpowiada:
- Nic się nie martw. Nic mu nie jest. Nasz przyjaciel przysnął zwyczajnie pod krzakiem.
Długo się zastanawiali jak tu obudzić skoczka, aż strzelec w końcu zaproponował, że wypuści strzałę, która zrobi hałas i obudzi śpiącego starca. Tak też zrobili i chwilę później skoczek był przy nich z wodą żywą.

Uradowany chłopak przed końcem obiadu zaniósł pod tron bukłak z wodą. Władca zdziwił się, dalej myśli jak pozbyć się prostaczka i mówi:
- Córkę swą będę mógł oddać tylko wtedy, gdy za jednym zamachem zjesz ze swymi towarzyszami dwanaście par wołów i tyle chleba, ile zmieści się w dwunastu piecach. Jeżeli Ci się nie uda, zapłacisz za to głową.
Gdy opowiedział o tym towarzyszom odezwał się obżartuch:
- Nic się nie martw. Raz, dwa poradzę sobie z taką ilością jedzenia.
Gdy skończył jeść, pochwalił szefa kuchni i z żalem stwierdził, że drugie tyle z chęcią by przekąsił.

Rozgniewany władca wymyślił już jednak kolejne zadanie. Towarzysze mieli wypić dwanaście beczek piwa i dwanaście beczek wina. Uradowany opij szepnął tylko do chłopaka, że taka ilość trunków to pestka. Gdy wypił już wszystko stwierdził, że marna to gościna w zamku, bo drugie tyle trunków co najmniej by wypił.

Widzi władca, że głuptak ze wszystkimi zadaniami sobie radzi więc kolejny podstęp wymyśla. Mówi do chłopca:
- Przed ślubem wymyć się porządnie musisz.
Sługom zaś w łaźniach tak rozkazuje napalić, żeby zbliżyć się do nich nie dało, nie mówiąc już o kąpieli. Głuptak z towarzyszami i na to znaleźli radę. Poszli do łaźni z magiczną słomą, rozrzucili ją na ziemi, usiedli na piecu i trzęsą się z zimna.

Po jakimś czasie władca przyszedł do łaźni licząc, że już po chłopaku. Ogromnie się zdziwił widząc go trzęsącego się z zimna i narzekającego na chłód panujący w zamkowych łazienkach.

To ostatecznie rozwścieczyło monarchę. Ogłosił kolejne zadanie. Ponieważ od dawna miał spór z królem sąsiedniego kraju ogłosił, iż tamten wypowiedział mu wojnę i córkę odda temu, kto okaże się najdzielniejszym z rycerzy. Wielu ze zgromadzonych pod zamkiem śmiałków ruszyło do boju. Ruszyli również dwaj starsi bracia głuptaka. Chłopak również ruszył na wojnę. Wybłagał u zamkowego koniuszego dychawiczną chabetę i jedzie na niej drogą.

Nagle na jego drodze pojawia się starzec, z którym na początku swoich przygód zjadł miły posiłek na leśnej ścieżce. Starzec uśmiecha się i mówi:
- Witaj ponownie młodzieńcze. Widzę, że wybierasz się na wojnę. Mam dla ciebie radę. Jadąc tym lasem napotkasz przy ścieżce po prawej stronie wielką, rozłożystą lipę. Podjedź do niej i powiedz "Lipo, lipo otwórz się". W drzewie powinna pojawić się wtedy dziupla, z której wybiegnie rumak z przytroczoną do siodła zbroją i wypchaną torbą. Przywdziej zbroję, dosiądź rumaka, a gdy będziesz potrzebował pomocy w bitwie otwórz torbę i zawołaj "Wychodźcie z torby".

Chłopak zrobił dokładnie tak, jak poradził mu starzec. A gdy doszło do bitwy i wypowiedział zaklęcie, z torby wyskoczyła armia rycerzy, którzy stanęli do walki po jego stronie. Niestety, głuptak w walce odniósł również poważną ranę, jednak jego odwaga na polu bitwy tak rzucała się w oczy, że opatrywaniem jej zajęła się sama księżniczka. Użyła do tego swojej haftowanej chustki.

Po zwycięskiej bitwie wszyscy wrócili do zamku, a władca rozkazał odnaleźć mężnego młodzieńca. Nie wiedział jednak, że jest nim właśnie głuptak, gdyż w czasie bitwy miał piękną zbroję, wspaniałego rumaka i potężną armię. Chłopak zaś wracając znów przystanął przy lipie i zostawił tam skarby otrzymane od starca przesiadając się na starą chabetę i przywdziewając stare łachmany. Dołączył też do swych starszych braci wracających z wojny.

Władca zaś rozkazał szukać dzielnego rycerza, którego rana przewiązana jest chusteczką księżniczki. Po długich poszukiwaniach sługi trafiły również do braci i natychmiast chcieli zabrać głuptaka przed oblicze monarchy. Ten jednak powiedział, iż musi najpierw do łaźni pójść, bo nie chce iść przed tron jak oberwaniec. Po tych słowach pobiegł do lipy i ponownie wymówił zaklęcie. Przywdział zbroję, dosiadł swego rumaka i ruszył do zamku.Ta przemiana spowodowała, że księżniczka nie mogła oderwać oczu od młodzieńca, a władca przyjął go z wielkimi honorami i rozkazał rozpocząć przygotowania do wesela.

2 komentarze: