piątek, 10 czerwca 2011

Polskie legendy: Przemienieni w buki

Ogień na Rozewiu płonął nieprzerwanie. Kolejni potomkowie Kristy i Fabisza każdą noc spędzali w wybudowanej na skale latarni, pilnując, by ogień wskazywał żeglarzom właściwą drogę. 

Jednym w nich był Wit, młodzieniec do szaleństwa zakochany w córce sołtysa z Tupadeł, Agnieszce. Para wkrótce miała się pobrać. Każdego ranka spotykali się nad brzegiem morza i spędzali razem całe dnie. Lecz gdy tylko nadchodził zmierzch, Wit wracał do latarni.

Całe ich szczęście runęło w noc przed ślubem. Na morzu pojawiły się szwedzkie okręty. Wit chciał pobiec do wioski, ostrzec ukochaną i resztę mieszkańców przez zbliżającym się niebezpieczeństwem. Jednak przypomniał sobie o przysiędze, że od zmierzchu do świtu nigdy nie opuści latarni. Trwał więc przy ognisku, podkładając coraz więcej drewna, aby jaśniejsze światło zwrócił uwagę mieszkańców. Niestety, pierwsi dostrzegli go najeźdźcy, którzy zdążyli już zejść na ląd. Kilku z nich wdarło się do latarni i rozkazali, aby ugasił ognisko. Wit nie posłuchał, zasłaniając ogień własną piersią. Po chwili padł martwy, a ogień na Rozewiu zgasł. Mieszkańcy okolicznych wiosek, widząc ciemną latarnię i łunę z palonych przez Szwedów pierwszych chat, pośpiesznie skryli się w lesie. Dopiero następnego dnia, wieczorem Agnieszka wymknęła się z kryjówki i pobiegła do latarni. Na szczycie znalazła martwego Wita.

Zrozpaczona zeszła na dół i poszła do obozowiska Szwedów. Przeklęła ich, aby już nigdy nie powrócili do swych domów. Najeźdźcy zerwali się, chcąc pomścić zniewagę i zabić dziewczynę, ale dziwna siła zatrzymała ich w miejscu. Przerażeni spostrzegli, że ich buty zamieniają się w korzenie, ciała w konary, ręce w gałęzie, zaś włosy - w szeleszczące liście.

W taki oto sposób przy latarni na Rozewiu stanął las szwedzkich wojowników, zamienionych w buki. Klątwa nigdy nie została zdjęta i tak trwają tam, po dziś dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz