piątek, 14 maja 2010

Nasze bajki: Szyszunia Milunia i przyjaciele - Przygoda Grzybka


Nadeszła jesień i w Śmiesznym Lesie zrobiło się kolorowo od spadających z drzew liści. Wszyscy mieszkańcy ochoczo zabrali się do porządkowania swoich ogródków. Milunia i Trawka układały bukiety z liści, Patyczek z Listkiem zbierali kasztany i żołędzie, żeby potem robić z nich ludziki, a Grzybek zrywał jabłka ze stojącej przy jego domku jabłonki. Były tak czerwone, że Grzybkowi już leciała ślinka na myśl o szarlotce, jaką z nich zrobi. Tak zajęła go ta smakowita myśl, że stracił równowagę i spadł z drabinki, potrącając koszyk pełen jabłek.

Gdy wstał z ziemi zobaczył, że wszędzie pełno jest czerwonych kulek. Wziął koszyk do ręki i zaczął z powrotem wkładać do niego jabłka. Zebrał już prawie wszystkie, gdy dostrzegł kilka przy starym buku, rosnącym niopodal jego ogródka. W podskokach udał się w tamtą stronę i kiedy schylił się po ostatnie jabłko, podmuch wiatru popchnął go do przodu tak mocno, że utknął w dziupli drzewa. Spróbował się cofnąć na zewnątrz - ani drgnie. Spróbował więc wejść cały do środka - również bez skutku.
- Ratunkuuuu! - krzyknął najgłośniej jak umiał - Pomocyyy! Zaklinowałem się!
Cisza. Nikt mu nie odpowiedział.
- Milunia, Trawka, Patyczek, Listek! - wykrzykiwał po kolei imiona swoich przyjaciół.
Na próżno. Nikt go nie słyszał. Grzybek jeszcze raz spróbował się ruszyć to w jedną, to w drugą  stronę, jednak nie udało mu się wydostać. Zrezygnowany zaczął wyobrażać sobie ukochaną szarlotkę, czekając aż ktoś się zorientuje, że go nie ma.

Upłynęło trochę czasu, gdy usłyszał wołanie:
- Grzybku! Grzybku gdzie jesteś? Nie chowaj się, zrobiliśmy obiad! - krzyczeli na zmianę przyjeciele.
- Tu jestem - wrzasnął Grzybek - W starym buku!
- Grzybek? - usłyszał za sobą głos Miluni - A co ty tu robisz?
- Zaklinowałem się - odpowiedział - Wiatr mnie tu wepchnął.
- Dobra, wyciagniemy cię Grzybku. Nic się nie martw - powiedział Patyczek - Łapcie go za nogi i na trzy razem ciagniemy. Raz... dwa... trzy!
I nic. Grzybek wciąż tkwił w dziupli. Pociągnęli jeszcze raz. Dalej nic. Próbowali odciągać korę, przekręcać Grzybka na boki, ale nic to nie dało.
- Wiem! - wykrzyknęła nagle Trawka - Wiem kto nam pomoże! Musimy pójść do Krecika!
- Tak, masz rację Trawko. Już lecę - powiedział Listek i już go nie było.
Nie minęło wiele czasu, gdy pojawił się Krecik.
- Listek wszystko mi już opowiedział - oznajmił - Najlepszym wyjściem będzie wepchnięcie Grzybka do środka. Ja wykopię dół z drugiej strony, żeby mógł wyjść.
- Dobrze, tylko nie wiemy czy uda nam się go wepchnąć. Już próbowaliśmy - stwierdziła ze smutkiem Milunia.
- Spróbujmy wszyscy razem. Pomogę wam. - powiedział Krecik i razem zaczęli wpychać Grzybka do wnętrza dziupli.

Namęczyli się przy tym co nie miara, w końcu jednak im się udało. Gdy Grzybek siedział w dziupli, Krecik kopał z drugiej strony niewielki tunel - tak żeby nie uszkodzić korzeni starego drzewa, ale żeby Grzybek spokojnie mógł przez niego przejść. Po niedługiej chwili zmęczony, ale szczęśliwy był już na zewnątrz.
- Dziękuję przyjaciele! - powiedział uradowany - No to teraz zapraszam wszystkich na herbatkę i szarlotkę. W końcu nie na darmo spędziłem w tej dziupli pół dnia. - uśmiechnął się pokazując koszyk wypełniony dorodnymi jabłkami.

A ponieważ wszyscy wiedzieli, że szarlotka Grzybka jest najsmaczniejsza na świecie, z radością udali się do jego domu. Po godzinie w całym Śmiesznym Lesie roznosił się zapach pieczonych jabłek i ciasta, a z malutkiego domku z wielkim ogrodem do samego wieczora dobiegały śmiechy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz