piątek, 7 maja 2010

Baśnie naszego dzieciństwa: Niezwykły skarb

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami żył sobie dobry gospodarz Maciej, który miał trzech synów: Siemka, Leszka i Bolka. Maciej był pracowity i zaradny,  nie lubił trwonić czasu i pracował całymi dniami. Nigdy nie czuł się zmęczony i wszystko robił na czas. Natomiast jego synowie byli przystojni i silni, lecz zamiast pracować woleli siedzieć w cieniu drzew i prowadzić długie rozmowy. Ojciec pracował i w polu i w sadzie i w domu, a oni w tym czasie chodzili na ryby, zajadali  maliny zerwane z przydrożnych krzaków lub po prostu leżeli na łące i obserwowali chmury płynące po niebie.
- Czy wy nigdy nie zaczniecie pracować? Dlaczego nie pomagacie ojcu? - pytali ich sąsiedzi.
- A po co mamy pracować? Przecież ojciec się o nas troszczy! - odpowiadali synowie.

I tak mijał rok za rokiem. Synowie całkiem dorośli, a ojciec coraz bardziej się starzał i podupadał na zdrowiu. Nie mógł już pracować jak dawniej. Drzewa w sadzie przestały owocować, pole zarosło chwastami, a w domu co chwilę coś się psuło lub rozpadało ze starości i zaniedbania. Synowie przyglądali się temu, ale wciąż nie mieli zamiaru pracować.
- Dlaczego chłopcy nic nie robicie? - pytał Maciej - Pracowałem dopóki mogłem, a teraz wasza kolej.
- Jeszcze zdążymy się napracować - żartowali Siemko, Leszek i Bolek.
Żal ogarnął serce gospodarza, że tacy mu wyrośli synowie. Z tej rozpaczy jeszcze bardziej się rozchorował i całkiem zaniemógł. Wtedy rodzina całkiem popadła w nędzę. Sad zdziczał i zarósł pokrzywami tak, że nawet domu nie było widać. Aż pewnego dnia Maciej wezwał swych synów i rzekł:
- Synkowie, jestem już stary i nadeszła moja ostatnia godzina. Jak wy sobie beze mnie poradzicie? Przecież nie potraficie i nie lubicie pracować.
Wówczas chłopcy zrozumieli, że zostaną sami i ból ścisnął ich serca.
- Ojcze, powiedz nam coś, poradź! - zaszlochali.
- Zgoda - powiedział Maciej - Zdradzę wam wielką tajemnicę.. Wiecie, że ja i wasza matka zawsze ciężko pracowaliśmy. Przez długie lata gromadziliśmy dla was ogromne bogactwo - garnek pełen złota. Zakopałem go koło domu, lecz nie mogę sobie przypomnieć w którym miejscu. Szukajcie tego skarbu, a wtedy będziecie żyć w dostatku i nigdy nie zaznacie biedy.
Po tych słowach pożegnał się z synami i umarł.

Pochowali ojca, opłakali, a potem najstarszy z nich - Siemko - powiedział:
- Braciszkowie, bieda nam doskwiera, nie mamy pieniędzy nawet na chleb. Pamiętacie co nam ojciec przed śmiercią powiedział? Musimy znaleźć ten garnek ze złotem!
Wybiegli bracia przed dom, chwycili za łopaty i zaczęli kopać. Kopali i kopali przez cały dzień, lecz garnka ze złotem nie znaleźli. Wtedy odezwał się średni brat, Leszek:
- Braciszkowie! Będziemy kopać tak długo, aż znajdziemy ten garnek! Musimy kopać nie tylko koło domu! Powinniśmy przekopać całą naszą ziemię!
Zgodzili się bracia i nazajutrz znów chwycili za łopaty, przekopali całe gospodarstwo, ale garnka i tak nie znaleźli.
- Ach, nic z tego! Na nic taka robota! - powiedział najmłodszy z braci, Bolek - Kopmy jeszcze raz, ale głębiej! Bo może ojciec głęboko w ziemi zakopał ten garnek ze złotem?
Bracia się znów zgodzili. bo głód im doskwierał i chcieli jak najszybciej znaleźć ojcowy skarb. Jeszcze raz zaczęli przekopywać ziemię. I nagle łopata Siemka natknęła się na coś dużego i twardego. Zabiło mu serce z radości i krzyknął do braci:
- Szybko, szybko, chodźcie tutaj! Znalazłem skarb!
Przybiegli Leszek i Bolek, zaczęli pomagać. Męczyli się i męczyli, aż wreszcie wykopali. Jednak nie był to garnek ze złotem, lecz wielki i ciężki kamień.
- Co zrobić z tym kamieniem? Przecież nie warto go tutaj zostawiać. Lepiej odnieść go daleko i rzucić do wąwozu. - stwierdzili rozgoryczeni.

Tak też zrobili. Wyrzucili kamień i dalej kopali ziemię. Pracowali cały dzień, całą noc i cały następny dzień. Zapomnieli i o jedzeniu i o odpoczynku, tak bardzo pragnęli odnaleźć skarb. Ponownie przekopali całe gospodarstwo, spulchnili ziemię doskonale, lecz garnka nie znaleźli.
- Cóż - rzekł Siemko - przekopaliśmy już wszystko, po co więc ma leżeć odłogiem? Posadźmy tu winorośl.
- Zgoda - przytaknęli młodsi bracia - Przynajmniej nasz trud nie pójdzie na marne.

Posadzili chłopcy winną latorośl i zaczęli jej doglądać. Nie minęło wiele czasu i pnącza rozrosły się, zamieniając gospodarstwo w piękną, rozległą winnicę. Krzewy obrodziły i wkrótce dojrzały słodkie winogrona. Bracia zebrali bogate plony. Część owoców zostawili sobie, a część sprzedali zarabiając dużo pieniędzy. Wtedy najstarszy z braci rzekł:
- Nie na próżno przekopaliśmy całą ziemię. Przecież znaleźliśmy w niej nasz niezwykły skarb, o którym opowiedział nam ojciec!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz